środa, 14 sierpnia 2013

Znalezione na wp.pl

Tym razem pozytywnie:) Jako że wakacje w pełni, zaniedbałam nieco bloga, co nie znaczy że w sercu Wrocławia nic się nie dzieje :))

 


środa, 19 czerwca 2013

Deszcz nam niestraszny.

Ta sama sobota, ale po południu lunęło - nie przeszkodziło to jednak w imprezie. Niestety wśród towarzystwa znalazło się też małe dziecko... Nie rozumiem takiego braku odpowiedzialności...



Przerwa na siusiu

Sztuki walki w sobotni poranek.

Nareszcie pogoda się poprawiła, zrobiło się upalnie i słonecznie. W pełni uzasadnione jest zatem korzystanie z tej pięknej pogody, a ruch na świeżym powietrzu od zawsze sprzyja zdrowiu:)

Panowie dobrze się przygotowali do treningu:









 

 A tak się zabawa skończyła kilkadziesiąt minut później:

Leniwy, sobotni poranek :)


środa, 22 maja 2013

Sklep rybny.

Otworzył się zimą, ku uciesze okolicznych mieszkańców. W końcu sklepy rybne praktycznie dzisiaj nie istnieją - ryby można kupić w supermarkecie, tylko to, co tam się znajduje, ciężko nazwać rybą. Ale do rzeczy. Sklep jest lekko dziwny - na przykład do niedawna sklep był nieczynny w poniedziałki, a w tygodniu zdarzała się na drzwiach kartka "RYB BRAK" :))) No ale kto powiedział, że w sklepie rybnym, usytuowanym na głównej ulicy miasta, w dużym jak na te potrzeby lokalu, muszą być ryby i sklep musi działać? :) 

Dużym mankamentem jest fakt, że ze sklepu śmierdzi... Ryby czuć na całej ulicy, a przyczynia się do tego na pewno topniejący lód z pojemników z rybami, który zdarzało się panom ponoć wyrzucić na ulicę przed sklepem (przecież jest ciepło, to lodu zaraz nie będzie). I kolejna, jak dla mnie bulwersująca sprawa - odpady ze sklepu lądują we wspólnotowych pojemnikach na odpady komunale! Później resztki wyrzucane są przez osoby szukające skarbów w kontenerach i roznoszone przez zwierzęta po całym podwórku. A fujjjjj:



Zaległe zdjęcia.

Nie było mnie tu dawno, co nie znaczy wcale że nic się nie działo na naszym sławnym podwórku. Na przykład wczoraj było rodzinnie:


Skąd się bierze ten brak odpowiedzialności u ludzi?! Przeraża mnie już sama myśl wychowywania się w takim domu, gdzie alkohol leje się strumieniami. Tatuś na zdjęciu był już raczej po paru takich puszeczkach, bo minę miał wyjątkowo niewyraźną. Może jestem niesprawiedliwa, ale podejrzewam, że za kilka lat ten większy chłopczyk (bo w wózku było jeszcze drugie, mniejsze dziecko) będzie niestety podobny do pana ze zdjęcia. Będzie na ławeczce siedział z kolegami od rana do wieczora (szkoła przecież może poczekać), będzie piwko, wódeczka, papieroski. I jak w tym kraju ma być dobrze?...

A tu już inna historyjka :)
- Roman, polej no!

 - Ejjj, no przecież jesteśmy kumplami, co tak mało...
 - Daj, sam sobie poleję.
 - Masz, łyknij na zdrówko!
 Wypić, nie wypić... Spróbować można :)


środa, 1 maja 2013

1 Maja - jak widać wszyscy świętują :)






Mój Wrocław nie jest mi obojętny.

Pomysł na tego bloga kiełkował we mnie już od dawna - od czasu, kiedy mieszkając w sercu miasta, w wyjątkowym uroczym Starym Mieście, muszę potykać się codziennie o puste puszki po piwie, mijać się na podwórku z pijanymi, klnącymi obywatelami tego miasta, wysłuchiwać do późnego wieczora krzyków podchmielonych młodych ludzi, imprezujących pod chmurką. Ja wiem, że to nie jest tylko mój problem, że w dzisiejszych czasach takich miejsc jest wiele, ale:
1. mieszkam tuż przy Teatrze Polskim - miejsce bez wątpienia reprezentacyjne,
2. mieszkam obok Urzędu Miasta przy ul. Zapolskiej - nie da się ukryć, że każdego dnia przewijają się przez niego setki mieszkańców,
3. mieszkam przy jednej z większych ulic miasta,
4. podatki za posiadanie nieruchomości właśnie w tak prestiżowym miejscu płacę niemałe,
dlatego też mam wobec tego miejsca uzasadnione oczekiwania. I wstyd mi, że chyba nikt poza mną tego nie widzi. Że Straż Miejska już nawet nie chce przyjeżdżać na interwencje, a jak już przyjedzie to stwierdza, że ponieważ panowie w dłoni flaszki nie trzymają, to może znaczyć że przecież nie piją. A Straż Miejska to nie W11, jak sami kiedyś powiedzieli.

Wspominałam ostatnio swoje dzieciństwo i weekendowe zabawy na placu zabaw, od rana do późnego wieczora - nie było tego problemu, który mam dzisiaj jako mama. Ja mojej córki na placu zabaw nie mogę spuścić z oka. Mało tego - często na ten plac zabaw po prostu nie może wyjść, bo na ławkach odbywa się impreza. I tak jest często przez cały weekend - odsłaniając rano rolety widzę podchmielone towarzystwo, które przesiadywać będzie tam do późnych godzin wieczornych. Z przerwami na zakup napojów alkoholowych i papierosów co jakiś czas, a także na skorzystanie z "WC" w osłonie śmietnikowej. I tak od wczesnej wiosny, do późnej jesieni, a co poniektórzy dają radę nawet w mroźne, zimowe wieczory. I ja się pytam, z czego oni żyją? Za co piją i palą?...

Mój blog jest formą protestu przeciwko takiemu społeczeństwu i przeciwko władzom, które na to przyzwalają. Które zamiast wzmożyć nadzór i kontrolę nad takim miejscem, udają że nic nie widzą.
I tak oto w sercu Wrocławia można zobaczyć:

23 kwietnia 2013r.






Druga z pań jednak była nieco bardziej nieśmiała i zdecydowała się załatwić swoje potrzeby w osłonie śmietnikowej:


  

24 kwietnia 2013r.:


25 kwietnia 2013r.(do WC było za daleko)